Jak poprawnie obliczyć realne spalanie swojego samochodu? Co i dlaczego może wpłynąć na prawdziwość ostatecznego wyniku?
Poprawne obliczenie realnego spalania paliwa w dowolnym samochodzie nie jest wcale sprawą prostą. Nie przez przypadek producenci aut do dziś mają z tym problem. Czy jest jednak jakiś sposób na to, aby każdy kierowca mógł samodzielnie obliczyć, ile faktycznie pali jego auto?

Do rangi niemałej anegdotki urosło już zdarzenie sprzed kilku lat, kiedy to francuski koncern PSA, po 50-ciu latach istnienia i ponad 100-letniej tradycji produkowanych przez siebie marek, ogłosił triumfalnie, iż wie już, jak obliczyć realne spalanie paliwa w jego samochodach. Inżynierowie i naukowcy z podparyskiego laboratorium uznali, że najlepszą metodą będzie – uwaga! – przetestowanie aut w ich naturalnym środowisku. Wzięli więc 3 modele produkowane przez PSA na jazdy testowe, przeprowadzone w 1/3 w centrum Paryża, w 1/3 na terenach podmiejskich i w 1/3 na autostradzie. W ten sposób udało im się określić, ile te właśnie testowane modele faktycznie palą. Po ponad 100 latach branża motoryzacyjna odkryła nareszcie, jak należy mierzyć realne spalanie w samochodach. Coś, o czym wie chyba każdy kierowca, dotarło w końcu spod strzech, do laboratoriów wielkich koncernów. Ale nawet ta „nowatorska” metoda określania spalania paliwa nie sprawiła, że klienci koncernu PSA, czy pozostałych wielkich producentów, zyskali nagle przekonanie co do prawdziwości deklaracji zamieszczanych w instrukcji pojazdu. Nadal każdy kierowca woli samodzielnie sprawdzić, ile jego własne auto faktycznie pali. Jak może to zrobić?
Jakie są metody obliczania realnego zużycia paliwa? W jaki sposób możecie ocenić, ile faktycznie Wasze auto pali w przeliczeniu na 100 kilometrów?
Zasadniczo można wyróżnić dwie proste metody, według których każdy z nas może określić, jak wygląda faktyczne, realne spalanie w jego samochodzie, choć w przypadku jednej z nich występują dodatkowo rozmaite wariacje. Metodami tymi są:
- Metoda fabryczna – krótko mówiąc, zdajemy się na to, co pokazuje nam wyświetlacz komputera pokładowego. Komputer pokładowy z kolei oblicza zużycie paliwa przede wszystkim na podstawie informacji pochodzących od układu wtryskiwaczy. Do metody tej wielu ma spore zastrzeżenia i wielu co najmniej jej niedowierza. Właśnie dlatego kierowcy często próbują metody drugiej.
- Metoda własnoręcznego pomiaru – tu stosuje się najczęściej tzw. pomiar na dystrybutorze lub inaczej „na paragonie”. O co tu chodzi? Metoda jest bardzo prosta. Zaczynacie od zatankowania swojej bryki do pełna (do tzw. „pierwszego odbicia” pistoletu), następnie przejeżdżacie nią dowolnie wybrany odcinek drogi (prawidłowo powinno być to ponad 100 km w zróżnicowanych warunkach). Dalej już wystarczy zjechać najlepiej na tę samą stację benzynową, ponownie zatankować do pełna i zobaczyć, ile paliwa Wam ubyło (porównując oba paragony).
W metodzie drugiej przydatne jest proste równanie: ilość litrów paliwa x 100, podzielone przez pokonany dystans = średnie, realne zużycie paliwa. Tak to przynajmniej wygląda w teorii. A co na to praktyka?
W czym tkwi problem z obliczaniem zużycia paliwa w samochodzie? Jakie są wady i zalety każdej z metod?
Zaletą metody fabrycznej jest to, iż otrzymujemy ją wraz z samochodem, niejako wmontowaną w jego systemy. Nie jest to z całą pewnością metoda nieomylna, ale na ogół daje nam przybliżone pojęcie o faktycznym spalaniu. Na ogół, bo bywa z tym różnie.
Jeśli chodzi o metodę własnoręcznego pomiaru, z użyciem paragonów i kalkulatora, to tu część ekspertów dopatruje się co najmniej kilku słabych stron. Przede wszystkim metodzie tej zarzuca się niemiarodajność. Chodzi o to, iż praktycznie nie sposób jest stworzyć warunki na tyle stabilne, aby pomiar przeprowadzony przy dystrybutorze można by było uznać za prawidłowy. Co stoi tu na przeszkodzie? Przede wszystkim chodzi o:
- moment tzw. odbicia pistoletu, czyli ten, w którym przestajemy nalewać paliwo – w zależności od dystrybutora może on nastąpić wcześniej lub później;
- układanie się paliwa w baku i przewodach paliwowych – ta jedna zmienna może wyraźnie zawarzyć na wynikach;
- poziom gruntu, na którym stał samochód podczas tankowania – niewyczuwalny przez kierowcę przechył wystarczy, aby odbicie pistoletu pojawiło się wcześniej, niż gdyby auto stało na idealnie równej powierzchni.
A to wszystko to i tak nie jest koniec. Mierząc samodzielnie spalanie paliwa opisaną wyżej metodą, należy też być przygotowanym na niespodzianki. Jakiego typu?
Skąd biorą się problemy z prawidłowym oszacowaniem ilości zużytego paliwa? Jakie niespodzianki czekają na kierowców, którzy próbują to obliczyć samodzielnie?
Ponieważ mierzenie spalania paliwa poprzez obliczanie ubytku w baku zależy w dużej mierze od momentu pojawienia się tzw. pierwszego odbicia pistoletu dystrybutora, niektórzy eksperci doradzają zawsze w takich przypadkach lać paliwo do pełna – aż do momentu, w którym zacznie się przelewać. Tu jednak może spotkać Was pewna niespodzianka. Może się bowiem okazać, że do baku weszło o kilka litrów więcej, niż moglibyście podejrzewać. O tym, dlaczego tak się dzieje, napisaliśmy więcej w naszym poradniku „Ile kilometrów można przejechać na rezerwie? Dlaczego zawsze jest to dystans większy, niż sugerują to wskaźniki paliwa czy komputery pokładowe?”.
Jeśli nieopatrznie wypełnicie paliwem bak absolutnie do pełna, zalewając również miejsce na tzw. poduszkę powietrzną, otrzymany wynik może Was mocno zaskoczyć i zakłamać rzeczywistość. A najgorsze jest to, iż bardzo trudno rozpoznać moment, w którym do takiego przekłamania doszło.







